Leniwa niedziela…

Tak, leniwa niedziela… miałam sobie poleżeć, posurfować po Internecie, przespacerować się z mężem w ten słoneczny dzień, nabrać sił przed tygodniem pracy, może poczytać… w czwartek skończyłam „Kielich” Łysiaka, a na regale czeka całkiem spora kupka książek do przeczytania🙂 Z leniwej zrobiła się całkiem pracowita. Z przyjemnością przeczytałam i przećwiczyłam 3 rozdziały książki „Head First HTML with CSS & XHTML” Elisabeth i  Erica Freemana. Wprowadzając w życie zasady z książki „Getting Things Done, czyli Sztuka bezstresowej efektywności” Davida Allena, mąż wymyślił porządkowanie papierów, przez co stałam się bezwolnym i trochę niechcąco uczestnikiem wprowadzania ładu w nasze życie🙂 Idąc na fali porządków, po raz kolejny stwierdziłam, że warto  zrobić zestawienie naszej domowej biblioteczki. Pierwsza próba miała miejsce w wakacje 2009 roku, kiedy to szukając jakiegoś serwisu katalogującego książki natknęliśmy się z mężem na Library Thing – naprawdę cudowne narzędzie. Niestety jest i mały haczyk – wprowadzenie pozycji jest darmowe – do 200 tytułów. Chcesz więcej – płacisz, do wyboru jest roczny bądź dożywotni abonament. Te kwoty nie są spore – $10 (rok), $25 (dożywotnio). Po wprowadzeniu 200 tytułów stanęliśmy przed dylematem – płacić, czy nie. Mąż był gotowy zapłacić te 25 dolarów… Ja nie byłam pewna, czy to ma sens – nie wiadomo przecież, jak serwis będzie wyglądał za parę lat. Tak więc w Library Thing spoczęło naszych 200 tytułów i basta🙂.

Sam serwis jest ciekawy. Tworzy społeczność miłośników książek – można wybrać językową wersję serwisu – jest i polska (gdy korzystałam z serwisu w sierpniu 2009 r. jeszcze nie było) :)  Muszę przyznać, że Polacy są dosyć sporą społecznością. LT ma również profil na Facebooku (a co/kto tam nie ma??). Warto, abyście się zapoznali z tym serwisem chociaż trochę. Polecam.

Wracając do tematu – wzięłam się za ponowną ewidencję naszego skromnego księgozbioru. Niestety pracę muszę wykonać od początku – Library Thing ma oczywiście opcję eksportowania stworzonych list do konkretnych formatów, niestety z tych plików niewiele można wydobyć (mąż – zapalony informatyk, naprawdę próbował). Zaczęłam więc ewidencję w Google Docs, a dokładnie w arkuszu kalkulacyjnym, a co!! Stwierdziłam, że skoro robić, to robić porządnie, czyli, żeby był dostęp do spisu z każdego miejsca z dostępem do sieci😀

Wpisałam na razie 100 pozycji. Przy okazji stemplowałam książki naszym ex librisem, który zamówiliśmy na 1. rocznicę naszego ślubu (projektu pani Małgorzaty Seweryn) – taka mała przechwałka. Mam nadzieję, że niedługo skończę moją pracę głównego katalogującego (skądinąd na regale wśród książek do przeczytania leży i czeka na swoją kolej „Szaleństwo katalogowania” Umberto Eco).

Niech żyje leniwa niedziela!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s