Here’s Danny! Powrót Danny’ego Torrance’a

doctor sleep

Stephena Kinga przedstawiać nie muszę – zwłaszcza, że nawet już to uczyniłam wcześniej (TU i TU). Powinno Wam to wystarczyć jako wstępniak do poniższej recenzji.

Najnowszą powieść mistrza grozy, Doctor Sleep, „skończyłam” w święta. Nie jest źle – zaczęłam pod koniec listopada, ukończyłam pod koniec grudnia. Miesiąc.

Oryginał w ebooku ma 544 strony, a ja czytałam ją sporadycznie, bo (do wyboru):

  • pracowałam
  • czytałam inną powieść równolegle
  • pochłaniałam ją w oryginale
  • uprawiałam sport
  • spotykałam się po pracy ze znajomymi
  • sprzątałam przed świętami
  • gotowałam obiadki.

Miesiąc. Mogło być gorzej. W sumie nie, to przecież długo oczekiwana kontynuacja Lśnienia (ang. Shining), przez wielu fanów pisarza uznanego za jedną z jego najlepszych powieści. W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o filmowej adaptacji tego tytułu (1980) – myśląc o niej zawsze mam ciarki. Wiele razy go oglądałam… zawsze z kołdrą naciągniętą na nos… Uchylę rąbka tajemnicy – oglądałam przeważnie z siostrą, która obok maltretowała swoją kołdrę (czy to zdalnie komentując z nią film – przez gg ;-)). King publicznie zlinczował dzieło Stanleya Kubricka, który pozwolił sobie na zmianę historii rodziny Torrance’ów. Dla mnie, zarówno książka Kinga jak i film w reż. S. Kubricka z pamiętną rolą Jacka „Here’s Johnny” Nicholsona (i dwa różne zakończenia) to jedne z najważniejszych dzieł literatury/kinematografii. Tego już nikt i nic nie zmieni (raczej).

I teraz, po tylu latach od pierwszego wydania (1977) Lśnienia (gwoli wyjaśnienia: czytałam dawno dawno temu, na dodatek w polskim przekładzie w okolicach lat 90.), pojawiła się kontynuacja. Sam King stwierdził, że od dawna o tym myślał. Myślał, myślał i w 2013 r. wydał Doktora Sen (ang. Doctor Sleep).

Pisarz w jednym z wywiadów wyznał, iż do napisania powieści częściowo przyczynił się kot (jakżeby inaczej???) o wdzięcznym przydomku Oscar, będący jednym ze zwierząt pomocnych przy terminalnie chorych w hispicjum.
Pomyślałem sobie: napiszę historię o nim. Połączyłem ten wątek z Dannym Torrancem, już dorosłym i pracującym w hospicjum. Pomyślałem i tak zrobiłem.[…] Kot MUSI być w tej książce […] Tak jakby był silnikiem a Danny motorem opowieści. Cała idea była z pewnością niebezpieczna, ludzie mają tendencję do myślenia <On chyba już nie ma pomysłów, będzie więc odcinał kupony od tego co już było wcześniej>”. *

Fabuła. Nie będę rozpisywała się, kto chce przeczyta książkę. Zdradzę jedynie, że Dan zmierzy się ponownie ze złymi mocami znajdującymi się w miejscu, gdzie stał kiedyś Hotel Overlook, chcąc ochronić dziewczynkę o niespotykanej sile lśnienia. Po drugiej stronie barykady znajdziemy „stowarzyszenie” True Knot z przywódczynią Rosie the Hat – niestety nie znam polskiego tłumaczenia.

Moje odczucia. Na kontynuację Lśnienia czekałam od momentu, kiedy usłyszałam o tym projekcie🙂 Nawet prze chwilę nie pomyślałam, że King zechciał odcinać kupony od niebywałego sukcesu poprzedniej części. Miałam bardzo wysokie oczekiwania i… nie zawiodłam się. Mimo, iż książka miała inną fabułę niż myślałam, nie zniecierpliwiła mnie. Kingowi należy przyznać, że mistrzowsko tworzy sylwetki głownych postaci powieści. Świat przedstawiony jest spójny, a fabuła wciąga. Polecam nie tylko fanom twórczości tego pana.

Stephen King, Doctor Sleep
Rok wydania: 09/24/2013
Wydawnictwo: Scribner, ebook
Stron: 544
Język: English

*(tł. własne, źródło: http://shelf-life.ew.com/2013/02/01/stephen-king-the-shining-doctor-sleep-preview)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s